ATOM Trefl SopotAZS BiałystokBank BPS Muszynianka Fakro MuszynaBKS Aluprof Bielsko-BiałaImpel Gwardia WrocławKPSK Stal MielecKS Pałac BydgoszczOrganika Budowlani ŁódźPTPS-PilaTAURON MKS Dąbrowa Górnicza
OK
 

"O barażach bez emocji"

(Polska – Dziennik Bałtycki/18.03.2010, autor:Janusz Woźniak)

Komplet porażek w sezonie zasadniczym, zaledwie trzy wygrane sety, a teraz przed Pańskim zespołem baraże w systemie play-out ze Stalą Mielec. Jak Pan reaguje na hasło "baraże"

Raczej bez specjalnych emocji. Ciśnienia ze strony zarządu klubu typu musicie wykorzystać tę szansę nie ma. Zespół po takiej serii porażek-wyniszczających nie tylko sportowo, ale i psychicznie - szalenie trudno jest zmobilizować. Ale w sporcie, jak wiadomo, bywają nawet mega niespodzianki. Ważny będzie pierwszy mecz w Mielcu, a gra się do czterech zwycięstw, jeżeli w nim powalczymy, to będzie to optymistyczny prognostyk, że to play-out nie musi się skończyć w czterech krótkich aktach.

Może optymizmu szukać w tym, że z tych trzech wygranych setów właśnie jeden wygraliście w Mielcu

I to wygraliśmy dość swobodnie. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Teraz musielibyśmy tych setów wygrać aż 12. Patrząc realnie potrzeba na to więcej niż cudu.

Bezsilność to w sporcie fatalne uczucie, a mam wrażenie, że to właśnie ono towarzyszy Panu i całemu zespołowi.

Chociaż trudno się do tego przyznać, ale chyba coś w tym jest. Niemoc, bezradność czy wspomniana już bezsilność. - Musimy podnieść poziom gry - zdaje się mówić trener Paweł Kramek. Obojętnie, jak to uczucie nazwać, to fatalnie wpływa na zespół. W siatkówce nie ma przypadków, to nie piłka nożna, że słabszy zespół postawi przysłowiowy autobus w polu karnym, wyjdzie mu jeden strzał na 90 minut i... wygra. W siatkówce takiej możliwości nie ma. Już nieraz mówiłem w trakcie tego sezonu, że nasz obecny sportowy potencjał sięga zespołów środka tabeli pierwszej ligi. PlusLiga Kobiet to dla nas więcej niż szkoła sportowego przetrwania czy lekcja pokory. To porywanie się z motyką na słońce.

Nie myśli Pan z żalem, że dał się w to wszystko wmanewrować, że debiutując jako szkoleniowiec w siatkarskiej elicie, "podłożył" Pan swoje nazwisko

Powiedzmy, że mam mieszane uczucia. Jestem pracownikiem klubu i chociaż końcowy efekt tego sezonu był łatwy do przewidzenia, to uznałem, że nie mogę odmówić prowadzenia tej drużyny, tym bardziej że gra w niej wiele młodych zawodniczek, z którymi współpracowałem na różnych etapach ich przygody z siatkówką. Myślę, że ta młodzież, mimo wszystko, czegoś się w PlusLidze Kobiet nauczyła, że będzie to w przyszłości procentować. A ja też zdobyłem nowe doświadczenie. Dlatego warto było podjąć się trenowania tej drużyny.

 

 

Więcej w "Polsce - Dzienniku Bałtyckim"


<< powrót

Reklama

Reklamuj się tutaj!

 

Newsletter

Najświeższe informacje codziennie
wprost na Twoją skrzynkę pocztową.
Wpisz swój e-mail poniżej i kliknij OK.
plus